Emigracja
do malowniczej Kolumbii.
Poniżej zamieszczam teksty autorstwa Ewy Kulak- (zdjęcie po lewej)
mieszkającej na stałe w malowniczej Kolumbii. Autorka pisze o samej sobie:
Od początku mojego pobytu w Kolumbii jestem stałym korespondentem portalu
studentów Filologii Hiszpańskiej poznańskiego Uniwersytetu Adama
Mickiewicza Es pa'ti, portalu Bochenia oraz wydawanego w Polsce
turystycznego czasopisama "All Inclusive".
Przez cały rok 2007 r. pracowałam jako dziennikarz w Kancelarii Prezydenta
miasta Bogoty, kierując pracą zespołu redakcyjnego i aktualizując Intranet
(wewnętrzny portal), będący głównym środkiem komunikacji tej olbrzymiej
instytucji, liczącej około 2000 pracowników.
Od początku roku 2008 związana jestem zawodowo z kolumbijskim
Ministerstwem Handlu, Przemysłu i Turystyki (Proexport), gdzie pracuję
jako dziennikarz, promując turystycznie Kolumbię w kraju i za granicą,
nadzorując, redagując i aktualizując dwujęzyczny, oficjalny portal
turystyki Kolumbii www.turismocolombia.com i www.visitcolombia.com.
Poza pracą dziennikarską od początku roku 2007 pracuję jako wykładowca
uniwersytecki w Centrum Latynoamerykańskim, wchodzącym w skład jednego z
najlepszych, kolumbijskich uniwersytetów, jakim jest Uniwersytet
Javeriana, dając lekcje lektury i redagowania w języku hiszpańskim oraz
cywilizacji i kultury kolumbijskiej dla obcokrajowców na poziomie
zaawansowanym.
Życie
za granicą...
Życie za granicą – w Kolumbii, z dala od rodzinnego domu, ma niewątpliwie
swoje plusy (szczególnie widoczne dla osób, którym przyszło pozostać w
Polsce) i minusy, związane z inną mentalnością, bardzo swobodnym
podejściem do codzienności, ogromną odległością od rodziny i przyjaciół (w
erze internetu nie jest to już takie skomplikowane jak dawniej), brakiem
codzienniego kontaktu z rodakami, itd.
Będąc w Polsce, użalamy się nad sobą i najchętniej spakowalibyśmy
walizkę i wyruszyli w nieznane. Będąc w Kolumbii, mamy inne problemy i od
czasu do czasu napada nas tęsknota za rodzinnym krajem i nic nie jest w
stanie nas powstrzymać od wskoczenia do samolotu i pognania w kierunku
Warszawy. Jak to mówi moja koleżanka Basia, która pojawi się tutaj w
Bogocie w wizytą u mnie za dwa tygodnie: "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie
ma..."
Dla mnie głównym problemem mieszkania w Kolumbii jest przede wszystkim
rozłąka z rodziną. Wbrew pozorom, brakuje mi tu ploteczek na tarasie z
moją mamą, niedzielnych kawek z babciami, wspólnego, rodzinnego obiadu,
podczas którego wszyscy się przekrzykują i nie sposób dojść do słowa, ale
który wspomniam z łezką w oku w tej chwili, kiedy Mario wyjechał w
sprawach służbowych do Cali, a ja zostałam sama...
Drugim, poważnym problemem jest polskie jedzenie... W Kolumbii nie sposób
kupić ogórków kwaszonych, które uznawane są tutaj za zepsute. Kapusta
kiszona dostępna jest tylko w niemieckim sklepie "Köller". Seler w
Kolumbii sprzedawany jest wyłącznie w liściach i nie wiem, czy korzeń
używany przez nas w Polsce do gotowania rosołu czy też sałatki warzywnej
wyrzuca się, czy też kolumbijski seler rośnie prosto z ziemi w formie
liści. W każdym razie bardzo rzadko, ale korzeń selera kupić można tylko i
wyłącznie w sieci luksusowych supermarketów "Pomona". Tam też dostaniemy
kalarepę i czasami rabarbar - towary kupowane tylko przez obcokrajowców.
Podobno w jakimś sklepie w Bogocie dostępny jest również mak, ale o tym
powiedziała mi zaledwie kilka dni temu koleżanka z akademii amerykańskiej,
do której uczęszczam od miesiąca - Rosjanka Tatiana Kondratieva.
Kolumbiczycy poza tym praktycznie nie mają albo i nie potrafią
wyprodukować żółtych serów ani przyzwoitych wędlin. Sprzedawana tu szynka,
nie urażając lokalnych uczuć, nie ma nic wspólnego z wędzonymi i
soczystymi polskimi wędlinami (o czym wie już i Mario) i posiada smak
ulepszonego papieru toaletowego, a narodowych, żółtych serów o sensownych
cenach (nie francuskich ani holenderskich) są trzy rodzaje: mozarella,
sabana i kanapkowy, czyli wszystko pozostałe.
Mieszane pary - zalety czy problemy?
Od dawna już, analizując związek mój i moich koleżanek, które zdecydowały
się na życie z obcokrajowcem, zabierałam się do napisania tego artykułu.
Chciałam opowiedzieć o naszym życiu, o przeszkodach na jakie napotykamy,
ale również o wspaniałym i interesującym doświadczeniu z punktu widzenia
socjologii.
Stare reguły miłości mówią, że aby para była szczęśliwa, powinna składać
się z osób podobnych, należących do tej samej klasy społecznej,
posiadających podobny stopień edukacji, urodzonych w tej samej kulturze i
w jednym regionie świata. Wydaje się, że to właśnie zagwarantuje jej
lepsze zgranie i zrozumienie. Przynależność do innych religii i ras,
mieszkanie w różnych częściach świata, porozumiewanie się innymi językami,
przyzwyczajenie do różnych gastronomii spowodować może komplikacje w
codziennym życiu.
Jednym z rezultatów globalizacji są właśnie pary i małżeństwa mieszane,
złożone z dwóch osób należących do dwóch różnych narodowości. Aktualnie
związki te nie budzą już tak wielkich emocji jak 20 lat temu. Jak wykazują
statystyki Polki na przykład, które zdobyły sobie na świecie famę
doskonałych matek i żon, związując się z obcokrajowcami chętnie wybierają
na życiowych partnerów mieszkańców Europy Zachodniej lub Amerykanów, aby
zapewnić sobie w ten sposób lepszą przyszłość.
Innym, podobnym przykładem jest Szwajcaria – najbogatszy kraj na świecie,
z Produktem Krajowym Brutto 52879 dolarów na głowę w roku 2005, po
Luksemburgu i Norwegii, gdzie według danych Federalnego Biura Statystyk
jedno na trzy małżeństwa jest mieszane. Szwajcarzy poślubiają przede
wszystkim: Włoszki, Francuzki i Latynoski, które wydają im się bardziej
atrakcyjne od swoich rodaczek. Kobiety szukają zaś lepszych warunków
życia.
Życie w mieszanym związku oznacza zaakceptowanie wszelkich przeszkód i
trudności prawnych, społecznych, kulturowych i finansowych, jakie się z
tym wiążą. Jest to niewątpliwie wielkie wyzwanie, które należy przyjąć i
odpowiednio nim kierować, aby nasze życie nie stało się koszmarem.
Mieszany związek obliguje jedną z osób do opuszczenia swojego kraju,
rodziny, kręgu społecznego i kulturowego. Zaklimatyzowanie się w nowym
kraju nie jest zadaniem łatwym. Istotnym problemem jest niewątpliwie
kwestia pracy, która odpowiadać będzie naszemu wykszałceniu i
zainteresowaniom, a nie skończyć jako gospodyni domowa lub nauczycielka
języka angielskiego, jak większość kobiet, które przybywają do Kolumbii.
Język i kultura
Język stanowi jeden z najważniejszych faktorów, jakie wpływają na
komunikację międzyludzką. Aby dogłębnie i dokładnie zrozumieć naszego
partnera konieczne jest jednak nie tylko doskonałe opanowanie jego
ojczystego języka, ale również zrozumienie kontekstu społecznego, aspektów
kultury, zwyczajów, form postrzegania rzeczywistości i samego życia.
Nieznajomość języka i kultury kraju w większości przypadków powoduje
wzajemne niezrozumienie i separację.
Tęsknota za ojczyzną
Kolejnym problemem, jaki należy pokonać i z jakim trzeba nauczyć się żyć,
jest tęsknota za ojczystym krajem, za rodziną i przyjaciółmi. W
dzisiejszych czasach dzięki wynalazkom takim jak telefon, Internet i
transport lotniczy odległoście nie wydają się już tak ogromne jak 100 lat
temu, kiedy jedynym środkiem transportu między kontynentami były statki, a
listy dochodziły przez wiele miesięcy.
Zalety i wady dwujęzyczności
Pary mieszane najczęściej porozumiewają się w języku, który nie jest
językiem rodzimym jednej z dwojga osób. Jeżeli para rozmawia ze sobą w
języku obcym dla obydwóch, możemy wówczas mówić o równowadze, jeśli jednak
tylko jedna z osób wyraża się w swoim ojczystym języku mogą pojawić się
kłopoty w interpretacji. Dwujęzyczność wpływa jednak również na możliwość
nauczenia się nowego języka i wielojęzyczne rozmowy z dziećmi.
Moim zdaniem nie istnieje na świecie kraj doskonały dla mieszanej pary.
Zawsze jedna z osób będzie cierpieć. Jeśli jesteśmy w Kolumbi, ja znajduję
się w sytuacji przegranej, jeśli wybralibyśmy Polskę – Mario będzie
tęsknił. Czasami wydaje mi się, że dobrym miejscem dla naszej dwójki byłby
kraj, w którym zarówno on jak i ja bylibyśmy obcy.
Jako Polka mieszkająca w kraju tak odległym kulturowo, jakim jest
Kolumbia, zawsze czuję się inna. Rozumiem teraz komentarz mojej koleżanki
z Barranquilli – Mileny Moreno mieszkającej od ponad 15 lat w Polsce,
która powiedziała kiedyś, że czuje się jakby stała w rozkroku, miedzy
swoim starym i nowym krajem – między Europą i Ameryką Południową. „Ty sama
stajesz się w głębi duszy inna. W Polsce nie patrzą już na Ciebie jak na
Polkę, a w Kolumbii nie jesteś Kolumbijką.”
I tak to właśnie wygląda. Po trzech latach pobytu w Kolumbii przyjęłam
mnóstwo charakterystycznych dla tego społeczeństwa zachowań, zmieniłam
sposób postrzegania życia i otaczającego mnie świata. Chyba również
dojrzałam, po kolumbijsku...
Wiem, że mieszany związek jest wspaniałym doświadczeniem, które uczy
tolerancji i akceptacji innych. Mario popija ciastka zimnym mlekiem – ja
przygryzam je do kawy; on kąpie się rano – ja zawsze wieczorem; on woli
gorące kolacje – dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest kanapka z sałatą,
żółtym serem, szynką, pomidorem i szczypiorkiem; jemu prezenty na Gwiazdkę
przynosi Dzieciątko Jezus, a mnie Gwiazdor; on nie wychodzi na ulicę przy
5º C – dla mnie temperatura -25º C to normalny, grudniowy klimat. Różnic
między nami jest całe mnóstwo, ale są one dla nas jedynie motywem do
pytań, historii, wyjaśnień i uśmiechów, gdyż dzięki nim nasze życie staje
się bardziej kompletne i pełne tolerancji.
Dodaj swój komentarz:
Powrót do strony
wszystkich artykułów ...
Teksty napisane w okresie lat 2005-2006 przez Ewa Kulak, oryginalne
wersje możecie znaleźć na stronie Autorki:
http://www.kolumbijsko.com/ewa/kulak/ycie_za_granic_..._2.html ,
http://www.kolumbijsko.com/ewa/kulak/mieszane_pary_-_zalety_czy_problemy_.html
. Teksty zamieszczone są na stronie
www.szara.com na licencji
Creative
Commons 2.5 02 styczeń 2010.