Niezrozumiała mowa - język Polonii amerykańskiej
Język polski nie jest wolny od naleciałości regionalnych. W zależności od
tego z jakiego regionu kraju pochodzisz, twoja mowa brzmi inaczej. Chicago
jest skupiskiem Polonii z różnych krańców Polski. Obowiązującym językiem
w Stanach Zjednoczonych jest zamerykanizowany angielski- także więc nie czysty
brytyjski. Przedstawiciele każdej nacji w swoim gronie posługują się w
mowie potocznej swoim językiem ojczystym. Z biegiem lat i z postępem w nauce
języka angielskiego(o ile takowy w ogóle następuje) uczymy się także
zmiksowanego pseudo-języka: połączenia języka angielskiego i polskiego.
To łatwo "wchodzi w krew"
Jakież było moje zdziwienie, kiedy po przyjeździe do Chicago, ktoś ze
znajomych opowiadał o szapach, szapingach, kapach i
bejzmentach. Znajoma poprosiła mnie też o zejście do landry i
wspomniała coś o workach garbeciowych.
Pomimo tego, że znałam język angielski z Polski, na początku nie mogłam w pełni
zrozumieć wszystkich wypowiadanych przez Polaków zdań czy wyrażeń. Czas
mijał, a wraz z nim ja sama zaczęłam łapać się na używaniu tego rodzaju języka w
mowie potocznej. Starałam się bronić, jednak ten swoisty język samoistnie
"wchodził mi w krew". Pomimo pewnego wewnętrznego protestu
coraz częściej sama używałam choć znikomej, to części
tych wyrazów. Pomimo iż obracałam się w środowisku zarówno amerykańskim
jak i polskim, nie udało się z początku tego uniknąć.
Minęło 5 lat, poleciałam na wakacje do Polski. Przebywałam w towarzystwie
rodziny, znajomych, przyjaciół. Starałam się kontrolować swoje słownictwo jak tylko
umiałam. Pewnego dnia wraz z moim tatą i jego żoną
zorganizowaliśmy małą imprezę rodzinną na działce z grillem, było też
tradycyjnie piwko. Na imprezę przybyła między innymi para, która spędziła kilkanaście
lat w Nowym Jorku. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z krytycznego podejścia
mojego taty do wszelkich przejawów "pseudo-amerykańszczyzny". Wiedzieliśmy, że
potraktowałby to jako snobizm- chociaż sam zna język angielski na poziomie
średnim. Wszyscy troje zatem "trzymaliśmy poziom", to znaczy nie używaliśmy
żadnych obco brzmiących zwrotów. Impreza dobiegła końca, trzeba było
posprzątać. I tu bezwiednie "poleciało": Podaj mi worek
garbeciowy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy mój tato zamiast zrobić
groźną minę, zaczął się z nas głośno śmiać. Kiedy po miesiącu
wakacji w Polsce wracałam do Chicago, mój tato używał już zwrotu
worek
garbeciowy w mowie potocznej w Polsce... Wszyscy znajomi zdawali sobie sprawę,
że jest to żart:-)
Wybór należy do ciebie
Dzisiaj zdając sobie sprawę z tego, że nie jest to prawidłowa mowa
niejednokrotnie, hamuję się w ostatniej chwili sama przed użyciem takiego
zwrotu. Nieraz
muszę edytować swoje posty na polskich forach dyskusyjnych, bo po
ponownym przeczytaniu wyłapuję u siebie język poluski(inni mówią
polglish lub brekanie). Część z tych wyrażeń zaczyna się po angielsku, a na końcu
wstawiamy spolszczone końcówki. Wielu ze znanych mi Polaków, przebywa w Chicago
znacznie dłużej niż ja, a nigdy nie słyszałam z ich ust takiego języka.
Moim zdaniem jest to kwestia kultury mowy i pracy nad sobą w przypadku
przebywania w środowisku Polaków.
Z drugiej zaś strony zdarzają nam się autentyczne przypadki zapominania pewnych słów w ojczystym języku.
Pamiętam audycję na antenie polskiego radia w Chicago (www.polskieradio.com), kiedy pewien redaktor zapomniał słowa plik
i przepraszał za użycie słowa file. To jednak może przydarzyć się każdemu- oby
nie stało się rutyną:-)
Mini słowniczek mowy Polonii Amerykańskiej
Słowa i wyrażenia:
worek garbeciowy albo garbeć - (ang. garbage)- worek na
śmieci
tubajfor - (ang.2 by 4) - deska 2 na 4
badrowicz - (ang. bother) - osoba naprzykrzająca się,
przeszkadzająca, zwłaszcza telemarketer
trefik na haiłeju (ang. traffic on highway)-
korek na autostradzie
na porczy - (ang. porch) - na werandzie
na eli
- (ang. alley) - tylna uliczka za budynkami
orderować - (ang. to order) - zamawiać coś /
poczardżować - (ang.
to charge) - policzyć za coś
dzionk - (ang. junk)-
stary, psujący się samochód / dzionkarnia -
sklep z używanymi rzeczami
szapingi - (ang. shopping) - zakupy ciuchów, robienie zakupów
ofis - (ang. office) - biuro
szapa - (ang. shop) - fabryka,
zakład
insiura -(ang. insurance) - ubezpieczenie
w bumy poszedł - (ang. bum) próżniak,
włoczęga, menel
fiksować coś - (ang. fix sth) - naprawiać coś, reperować
bejzment - (ang. basement) -
piwnica( często wynajmowana dla lokatorów)
peciownie ścian- (ang. patch) - łatanie dziur w ścianach
morgeć - (ang. mortgage) - pożyczka za dom, mieszkanie
płacić keszem - (ang. cash) - płacić gotówką
jechać belmontem - jechać po ulicy Belmont
Zdania:
Luknij przez łindoł czy nasza kara stoi na stricie.
Nie turnuj na redzie! (No turns on red!)
Reklama z radia: dablju dablju dablju dat polskie
radio dat kam - www.polskieradio.com
Ogłoszenie w gazecie: Do wynajęcia duży słoneczny flet w dobrej dzielnicy.
Z życia: Złapał mnie kap i dostałem tiket za spid limit.
Z życia: Tato, dzwonię bo zostałam w domu. Siadła mi bateria w aucie.
Zasłyszany z dawien dawna dowcip- aktualny jest jednak do dzisiaj :
|
" |
Przebywający w Chicago syn napisał do swojej mamy w Polsce list
następującej treści:
Mamo,
Jestem bosem, kupiłem byka(Buicka),
spłukałem się z pieniędzy, więc mieszkam na
eli(alley).
Szybko przyszła odpowiedź od rodzicielki, a treść listu była następująca:
Kochany synku,
Sprzedaj tego byka, kup sobie nowe buty i ożeń się w końcu z Elą.
|
Cienka granica kultury słowa
Po pewnym czasie przebywania w kraju, w którym obowiązuje inny język, uczymy
się tego języka. Posługujemy się nim coraz częściej w miarę postępów w
nauce, nabierania pewności siebie(tzw. kompleks emigranta) czy też z
własnego wyboru. Po latach niejednokrotnie szybciej przychodzi nam z pamięci pewne
słowo czy zwrot w języku angielskim. Ponadto słyszane ponownie i ponownie
w codziennym życiu(w pracy, w mediach czy chociażby podczas robienia
zakupów) słowo to wydaje się prostsze do wymówienia niż słowo w języku
polskim. Naturalną koleją rzeczy jest także powolna zmiana akcentu języka
macierzystego, kiedy posługujemy się każdego dnia drugim językiem. Wszystko
to jest jednak normalną tendencją w naszym życiu na emigracji- uczymy się drugiego
języka, nie zapominając przy okazji mówić poprawnie po polsku.
Wyżej wymienione przykłady są jednak świadectwem pewnego "kalectwa
językowego". Słowa, zwroty czy nawet pełne zdania wypowiadane w takim
"języku" nie świadczą absolutnie o naszej kulturze słownej. Nie są to co
prawda wulgaryzmy, jednak ich brzmienie przyprawia o ból uszu. Zazwyczaj językiem takim
posługuje się osoba, która już zapomniała mówić po polsku a jeszcze nie
nauczyła się poprawnie po angielsku.
O ile jest to wybaczalne w sytuacjach okazjonalnego użycia takich zwrotów, o tyle przy nadmiarze
takich słów staje się to drażniące dla słuchacza. Pozostaje nam zatem
pilnować tej cienkiej granicy pomiędzy sporadycznością a normą.
Wasze komentarze:
|
przemoo83
- 05 marzec 2009 (adres e-mail:
przemoo83@op.pl)
Witam
Świetny tekst. Cieszę się, że dla kogoś puryzm językowy jest
nadal aktualnym tematem. Jednocześnie mam prośbę do autorki lub
kogokolwiek odwiedzającego tę stronkę. Mianowicie jestem
studentem Filologii Angielskiej i piszę pracę magisterską na
temat języka polskiej emigracji(min. degradacja języka) w UK i
USA. Jeśli byłby ktoś w stanie podać jakieś publikacje, książki
czy choćby linki do stron związanych z tematem, słowem
cokolwiek, będę bardzo wdzięczny.
Pozdrawiam Przemek.
|
|
Wojciech "nimitz" Pluta
- 28 luty 2009
Na wstępie chciałem podziękować Gosi za możliwość dodawania komentarzy
- myślę, że każde miejsce w necie może służyć ciekawej dyskusji, a
artykuły dot. konkretnego tematu mogą być ciekawym punktem wyjścia.
Jeśli zaś chodzi o język Polonii - nie mam styczności z Polakami za
granicą, natomiast pracuję w typowo amerykańskiej korporacji czyli
General Motors. Specyfika mojej pracy wymusza na mnie kontakty z
dostawcami z całego Świata oraz operowanie specyficznym językiem
związanym z branżą. Tutaj również zaobserwować można ciekawe potworki
słowne będące zlepkiem, czasem skrótem lub spolszczeniem angielskich
słów. Ciekawym przykładem, choć lekko opklepanym może być zwrot
"forłardnij mi to" (prześlij mi tego e-maila). Z pocztą elektroniczną
wiąże się więcej takich zwrotów - np wyślij mi lotusa (wyślij mi
wiadomość elektroniczną z programu lotus notes). Czasami osoby
pracujące u nas w dziale gubią się pomiędzy używanymi językami i
zdarza się, że zamiast opcji ze szklanym dachem produkujemy "sanrufa"
czy "elpigika" czyli auto z fabrycznym napędem na gaz LPG. Zwrotów w
stylu "kolnij do niego w tej sprawie" lub "fiksinij to szybko, bo
zatrzymasz linię" nie muszę specjalnie tłumaczyć. Specyficzny język
czasem przekrada się poza biuro - kiedy informowałem lepszą połowicę a
przyszłą małżowinę o tym kiedy mam urlop mówiłem o "letnim
szatdałnie". Jak widzisz Gosiu nie trzeba przebywać w obcym kraju,
żeby nabrać dziwnych naleciałości językowych i tworzyć takie potworki
:) Wystarczy praca w "dżiemie" :)
|
Wojciech "nimitz" Pluta
był pierwszą osobą,
która skomentowała artykuł na stronie www.szara.com Serdecznie dziękuję!
Oczywiście życzę też sukcesów w Firmie Dżiem-:) Pozdrawiam serdecznie.
Małgorzata 'szara' Dosla.
Dodaj swój komentarz:
Powrót do strony
wszystkich artykułów ...
Tekst napisany 07 luty 2009 przez Szara- Małgorzata Dosla.