Amerykańskie dzieci- bezstresowo wychowywane
chomiki.
Od wczesnego dzieciństwa, a właściwie od samego urodzenia dzieci w Ameryce
mają wiele praw. Psychopatów w tym kraju nie brakuje- to prawda. Inna
prawda, to fakt, że dzieci wychowywane bezstresowo, pod parasolem
niezliczonej ilości przysługujących im praw, wychowywane przez niańki,
zostawione przez zajętych rodziców niańkom i szkołom pod opieką, wyrastają
na niewdzięczne, rozkapryszone i prawdę powiedziawszy
wypaczone psychicznie. Dodatkowo nasycone są przykładami z
amerykańskich bajek, z których nie czerpią żadnego morału, żadnych
wartości. Co z takich dzieci wyrasta? Potwory...
Przed urodzeniem
Jeszcze przed urodzinami dziecka, jego rodzice urządzają pokoik dziecięcy.
Obowiązkowo musi się w nim znajdować łóżeczko, bujak, mebel do zmiany
pieluch i oczywiście zabawki. W zależności od płci dziecka, rodzice
urządzają pokoik na różowo(w przypadku dziewczynki) lub w kolorze
błękitnym- jeśli ma się urodzić chłopczyk. Nawet w tych czasach dzieci
potrafią płatać figla i wbrew oczekiwaniom samych rodziców pokoik trzeba
czasami przemalować po urodzinach dziecka-:)
W amerykańskiej tradycji istnieje także popularna impreza organizowana
niedługo przed porodem dziecka: baby-shower. Zazwyczaj najbliższa osoba z
rodziny przyszłej matki zajmuje się organizacją takiej imprezy. To typowo
babskie party, zostają na nią zaproszone kobiety, aby obdarować przyszłą
mamę prezentami potrzebnymi dla dziecka(nosidełkiem, bujaczkiem,
ciuszkami, itd). Zazwyczaj jest to rodzaj surprise-party czyli imprezy
mającej na celu zaskoczenie. Przyszła mama jednak przeważnie domyśla się o
"potajemnych planach" znajomych i zgodnie z tradycją udaje zaskoczoną-:)
Można więc stanowczo powiedzieć, że amerykańskie dziecko jeszcze przed
przecięciem pępowiny ma już swoje przywileje. Są to akurat pozytywne
przykłady przygotowania się przed porodem. Dziecko przybywa do rodzinnego
domu, w którym ma własny pokój, otoczone jest opieką rodziców. Jak długo?
Chomicze dziecko
Tradycyjna, statystyczna amerykańska mama zostaje w domu z dzieckiem do
czasu, kiedy zagoją się wszystkie szwy porodowe i wtedy wraca do pracy. Do
opieki nad dzieckiem zostaje wynajęta niańka(baby-sitter)- bardzo często
Polka lub Latynoska. Polki cenione są jako opiekunki do dzieci, są
uważane za uczciwe i sumienne(w większości przypadków).
Jak więc wygląda życie takiego dziecka? O ile wychowaniem nie zajmuje się
własna matka(rzadkie przypadki), cała rola wychowawcza od maleńkości
spoczywa na ramionach niańki. Rodzice przychodzą do domu późno wieczorem,
zmęczeni robieniem kariery zawodowej i zazwyczaj poświęcają dziecku
niewiele czasu. W praktyce wygląda to tak, iż niejednokrotnie niańka wie
więcej o dziecku, którym się opiekuje, niż sami rodzice...
Po jakimś czasie amerykańska mama zachodzi w drugą ciążę, rodzi drugie
dziecko i historia się powtarza. Czasem niańka opiekuje się tymi samymi
dziećmi przez wiele lat, często jednak zdarza się, iż z różnych przyczyn
niańki są zmieniane(lub same odchodzą). Dlatego właśnie amerykańskie
dzieci wychowywane są jak chomiki: odstawione dosyć szybko od mleka matki,
uczone przez niańkę, później kolejną niańkę i kolejną...
Jakiekolwiek kary cielesne są zabronione przez prawo- nawet niewinny klaps
w pupę może się skończyć w sądzie. Weź teraz pod uwagę prawie nieobecnych
rodziców i zmieniające się opiekunki. Jakie wartości ma wpojone typowe
amerykańskie dziecko i na kim właściwie spoczywa obowiązek wychowania? Jak
można więc nazwać tak "wychowywane" dzieci: bezstresowe chomiki, które nie
umieją nic, są leworęczne i krótkowzroczne...
Szkoła i obowiązki
Jakie obowiązki mogą mieć dzieci wychowywane od pokoleń bez tradycji?
Jedynym- zdaje się- znanym obowiązkiem jest uczęszczanie do szkoły.
Nieliczne dzieci w Ameryce wiedzą jak posprzątać po sobie, jak pomóc
rodzicom czy też jak odgrzać zupę w garnku(od czego jest mikrofala...).
Szkolnictwo amerykańskie od lat siedemdziesiątych przeżywa kryzys. Dotyczy
on nie tylko poziomu nauczania, lecz również braku dyscypliny. Dzieci
przybywające tu z różnych krajów Europy, nie mają zazwyczaj żadnych
problemów w nauce oprócz początkowej bariery językowej.
Szkoła nie ponosi jednak głównej odpowiedzialności za wychowywanie
dzieci i młodzieży. Główny ciężar wychowania
powinien spoczywać na rodzinie - i w tym dziele żadna szkoła nie jest w
stanie zastąpić ani ojca, ani matki.
Dzieci dowożone są do szkół specjalnymi autobusami. Absolutnie nie mogą
iść do szkoły samodzielnie pieszo. Nawet do autobusu odprowadza je mama
lub ktoś starszy wiekiem(opiekunka).
Nie krzycz na mnie, bo zadzwonię na Policję
Pojęcia "bezstresowe wychowanie" użył po raz pierwszy amerykański pediatra
Benjamin Spock.
Wychowanie bezstresowe to danie dzieciom maksymalnej
swobody, dzieciom wszystko wolno i nic im nie wolno powiedzieć.
Dziecko, które poczuje się skrzywdzone przez
rodzica, ma prawo zadzwonić na policję. Nie mam tu na myśli jakiegoś
faktycznego fizycznego czy psychicznego znęcania się nad własnym
dzieckiem, bo w takim przypadku ingerencja służb bezpieczeństwa byłaby jak
najbardziej uzasadniona.
Na dziecko nie można w ogóle podnieść głosu, krzyknąć bądź też je skarcić,
gdyż pokrzywdzone może podnieść słuchawkę telefonu i wykręcić 3 magiczne
cyferki(911). W niejednym przypadku kończy się tak, że ten zły
rodzic(przeważnie ojciec) ma zakaz zbliżania się do własnego domu na
określoną odległość i przez określony czas do wyjaśnienia zaistniałej
sytuacji.
|
" |
|
|
"Nie ma nic gorszego dla dziecka niż wrażenie,
że ojciec i matka są na każde zawołanie, żyją tylko dla niego.
Dziecko, które zdaje sobie sprawę z takiego stanu rzeczy,
coraz wyżej podnosi poprzeczkę swoich żądań.’"
|
( F.
Dolto) |
Pięknym za nadobne
Z amerykańskich rozkapryszonych dzieci rosną z czasem dorosłe chomiki,
które zakładają swoje własne rodziny. Kontynuują tradycje, w jakich
zostały same wychowane. Zarówno mężczyźni jak i kobiety zajmują się
karierą zawodową, a poród dziecka jest jakby krótkim motywem w ich życiu,
po którym należy jak najszybciej wrócić do rzeczywistości. Do dzieci
zostają wynajęte niańki, do sprzątania domu sprzątaczki lub serwisy
sprzątające, jedzenie pochodzi z restauracji lub z puszki. Kiedy rodzice
takich chomików dobiegają wieku starczego, stają się przeszkodą. Dzieci
wychowane jak chomiki odpłacają się wtedy własnym rodzicom pięknym za
nadobne: zatrudniają opiekunki do rodziców(często Polki) lub oddają ich do
domu opieki, bo tam własna mama czy tato ma zazwyczaj lepsze warunki...
Czasem zostaję zapytana czy nie zechciałabym "dorobić" jeden lub dwa dni w
tygodniu jako niańka, moja odpowiedź zawsze brzmi: nie. Zazwyczaj wykręcam
się brakiem czasu, gdyż nie sposób jest odpowiedzieć komuś wprost, że nie
jestem w stanie "wychowywać dorywczo" jego potworków. Serce matki by
przecież tego nie wytrzymało, narobiłabym sobie tylko wrogów... Wiele z
moich znajomych przez lata zajmowało się opieką nad dziećmi, wiele
znajomych nadal to robi, a jeszcze inna grupa znajomych ma takie samo
podejście do dzieci jak ja. Bycie niańką jest wszelako dobrze płatną
pracą pod warunkiem przymknięcia oka a czasem nawet obu. Nie wyobrażam
sobie jakoś siebie spokojnie patrzącej na "dzieci", które wyzywają mnie a
jedyną obroną rodziców jest zdanie: to przecież tylko dziecko...
Ktoś po przeczytaniu tego artykułu mógłby wysnuć wniosek: Jak ta kobieta
nie lubi dzieci!
Podobno wszystkie dzieci są nasze, ja chyba jednak tych amerykańskich
naprawdę nie lubię...
Wasze komentarze:
|
Wojciech "nimitz" Pluta - 04
kwiecień 2009
Kurcze, te wzorce przejmuje powoli cały Świat. Najpierw Niemcy i
Anglicy, powoli pewnie Francuzi i Włosi, a na końcu i my.
Przykre to bardzo dla mnie. Strasznie szkoda mi dzieciaków
traktowanych jak przedmioty... Sam opiekuje się dzieciakami
podczas sobotnich wyjazdów na narty czy kolonii letnich(w sumie
od 2 lat nie jeżdżę ze względu na inne obowiązki zawodowe) i
wiem jak ciężka to jest praca. A przecież ja jeżdżę na 24h czy
max. na 3 tygodnie... Co do nielubienia amerykańskich dzieci -
pewnie masz rację, ale pozostaje mi tylko na ich obronę to, że
to nie ich wina, tylko popieprzonego systemu w jakim przyszło im
i ich rodzicom żyć (choć zgadzam się, że sami sobie go
stworzyli)
|
|
Narrator - 09 marzec 2009
Swego czasu zgłosiłem petycje do Ministerstwa
Sprawiedliwości, by ustanowiono , że za winy dzieci odpowiadali
rodzice karani mandatami..
Podziękowano i na tym się skończyło. Z zagadnieniem które
zostało poruszone w tym artykule walczę od lat. Bardzo kocham
dzieci ale dzieci potrzebują autorytetów, stanowczości i
konsekwencji. Zbyt obszerny temat, żeby go tu opisać. Po
przeczytaniu artykułu powiało grozą.. A u nas tak "kocha" się
wszystko co amerykańskie.
|
|
Jurgi
- 04 marzec 2009
Z tego opisu wyłania mi się
obraz, który mogę podsumować tak:
To o czym piszesz, to nie jest bezstresowe wychowywanie. To jest
brak jakiegokolwiek wychowywania. Poza zapewnieniem wygód to się
w sumie nie różni od zostawienia dzieci na ulicy…
|
Dodaj swój komentarz:
Powrót do strony
wszystkich artykułów ...
Tekst napisany 02 marzec 2009 przez Szara- Małgorzata Dosla.